Mimo starań i petycji mieszkańców i organizacji społecznych nie udało się zmienić rytuału puszczania ogni sztucznych podczas Dnia Milanówka na coś bardziej godnego wizerunku miasta-ogrodu. Jak zwykle, mimo że rok temu Komisja Kultury domagała się uczestnictwa w jej planowaniu, ktoś (kto?) wymyślił i ułożył cały przebieg imprezy bez konsultacji. Szkoda, bo przecież Komisja Kultury podobno zajmuje się kulturą w mieście. Ale od kilku lat fikcja goni fikcję. Tak jak aktorzy w teatrze na scenie wypowiadają swoją kwestię, dostają ewentualnie oklaski przez pięć minut, tak i u nas rzadko kiedy "występ" radnego w słusznej sprawie ma swój ciąg dalszy. Brakuje konsekwencji i zaangażowania. Bezradni są mieszkańcy, którzy burząc się przeciwko zjawiskom i zdarzeniom, które im się nie podobają, nie mają kogo prosić o pomoc, gdyż możliwość przebicia się przez mur, na którym wisi napis: "dyskusja na niektóre tematy jest politycznie niepoprawna" równa się zeru. W tym roku Dzień Milanówka planowany jest na koniec sierpnia. Kulminacją wieczoru ma być znów pokaz ogni sztucznych. Wraca więc to, co "stare". Organizuje się fajerwerki w porze lęgowej ptaków, mimo że kilka lat temu ostro interweniował w tej sprawie Wojewódzki Konserwator Przyrody. Wtedy przeniesiono Dzień Milanówka wraz z jego niechlubnym nocnym pirotechnicznym epizodem z czerwca na wrzesień. Widać jednak ktoś desperacko usiłuje podnieść malejącą frekwencję nocnego programu, mając nadzieję, że okres wakacyjny będzie bardziej atrakcyjny niż jesienny. Z obserwacji wynika, że milanowianie raczej z imprezy przed nocnymi pokazami wychodzą, a boisko na Turczynku zapełnia się młodzieżą, która w znacznej mierze pochodzi z innych gmin. Wystrzały pirotechniczne na Turczynku zagłuszą spokojną Podkowę Leśną, która przygotowuje się do Dni Dziedzictwa Narodowego. Szkoda, że u nas zapominamy, że w miastach-ogrodach dziedzictwo narodowe stanowi nie tylko architektura, lecz także i przyroda. Tymczasem najbardziej poszkodowani - zwierzęta - milczą, bo przecież mówić po ludzku nie potrafią. Żaden pies w schronisku na Polesiu się nie poskarży, nie napisze pisma do zachwyconych radnych i burmistrza, najwyżej zaskomli przerażony, gdy huk rozdzierać będzie do bólu jego czułe uszy. Wystraszonych lub poturbowanych w nocnej ucieczce ptaków w lesie Turczynka też nikt nie policzy, bo kogo obchodzi ich los. Szkoda bardzo ptaków na przelotach, które szykują się do dalekiej i trudnej wędrówki na zimowiska i w stadach odpoczywają w naszym mieście. Może nauczą się i następnym razem omijać będą nieprzyjazny o tej porze dla zwierząt Milanówek. Każdy ma prawo do opinii. Moja jest niezmienna od lat. Pokazy ogni sztucznych w mieście-ogrodzie, gdzie istnieje tak bliska koegzystencja ludzi i zwierząt, są barbarzyństwem!
Napisany przez Tamara Gujska-Szczepańska,
z 28-08-2008 01:00
Odsłon : 406
Sporo osób spodziewało się, że na początku września Milanówek jednak włączy się w Dni Dziedzictwa Narodowego, patronowane przez UE, że miasto zgłosi swój akces i zaznaczy nasze istnienie, organizując coś ze strony gminy. Mamy potencjał; jest nowy dyrektor ośrodka kultury, wybrany na drodze profesjonalnego konkursu. Jest cały sztab młodych pracowników Miejskiego Centrum Kultury i Promocji, którzy mają świeże spojrzenie i którym się jeszcze chce czegoś dokonać. Jest również wsparcie finansowe ze środków unijnych. Jednak zamiast takiej zapowiedzi ze zdziwieniem i rozczarowaniem przeczytałam ogłoszenie o organizowanych przez miasto 31 sierpnia Dniach Milanówka. W odczuciu wielu mieszkańców 'Otwarte Ogrody' były świętem miasta i Dniami Milanówka z wielu powodów, np. frekwencji. W wydarzeniu uczestniczyły całe rodziny i ich goście spoza miasta. Wzięli w nich udział ci, dla których Milanówek jest zwykle jedynie sypialnią Warszawy i nie poszliby na żaden koncert na Turczynku, nawet jeśli występowałaby tam Madonna. Sporo osób niepełnosprawnych, na wózkach inwalidzkich i o kulach, które zwykle nie opuszczają swojego domu, tym razem zdecydowało się odwiedzić 'Otwarte Ogrody', bo wiele działo się tuż obok ich miejsca zamieszkania. Gdyby w każdym ogrodzie prowadzono statystykę odwiedzin (może następnym razem warto), okazałoby się, że zainteresowanie wydarzeniem było rzeczywiście ogromne. Ogromna ilość osób spontanicznie zaangażowała się w przed-sięwzięcie. Prywatni mieszkańcy Milanówka i organizacje pozarządowe przygotowywali święto dla siebie, dla sąsiadów, dla swojego miasta. Istotne z punktu widzenia miasta powinny być też liczne ślady w mediach. O ile nikt nie będzie zainteresowany Dniami Gminy X, bo wszystkie są spędem ludzi, odbywającym się według identycznego schematu, o tyle 'Otwarte Ogrody' zapewniły miastu całkiem niezłą promocję. Kolejny argument to indywidualny i niepowtarzalny charakter imprezy. Czerpanie z tradycji, spuścizny kulturowej, podkreślenie tego, co odróżnia nas od innych gmin i sprawia, że Milanówek jest jedyny w swoim rodzaju oraz zaadresowanie imprez w taki sposób, że każdy, ale to każdy spośród 15 tysięcy mieszkańców bez względu na wiek, zainteresowania i płeć mógł znaleźć coś ciekawego dla siebie. Jeśli w tym kontekście zdecydowano się na organizowanie Dni Milanówka, to po pierwsze zdecydowano się na podarcie publicznych pieniędzy, po drugie uznano, że mieszkaniec Milanówka to człowiek bez refleksji, nieskomplikowany, któremu trzeba dać o wiele płytszą rozrywkę w postaci gotowej papki. Ten, kto podjął taką decyzję, nisko ocenia mieszkańców Milanówka.