| Napisany przez Adam Matusiak,
z 24-04-2010 01:00
|
Odsłon : 2539 |
Miał 36 lat, od 2,5 roku mieszkał w Milanówku. Chorąży Jacek Surówka, 
funkcjonariusz Biura Ochrony Rządu urodził się w Krakowie. Jego ojciec jest malarzem. Odziedziczony talent wykorzystywał w czasie nauki w Liceum Plastycznym. Tam poznał przyszłą żonę Krysię, obecnie doktor historii sztuki. Ślub wzięli przed 12 laty. Jacek malarzem nie został, a zainteresowań miał wiele.
Od matki, która jest trenerką gimnastyki artystycznej i nauczycielką w-fu przejął zamiłowanie do sportu. Trenował sztuki walki. Po skończeniu służby wojskowej w krakowskiej 6 Brygadzie Desantowo-Szturmowej podjął pracę w ochronie osobistej. Przez kilka lat rozwijał swoje umiejętności, następnie postanowił zostać funkcjonariuszem BOR. Służbę rozpoczął dziewięć lat temu i wraz z żoną przeprowadzili się do Warszawy. Studiował pedagogikę specjalną i rozpoczął pracę jako wolontariusz w Centrum Rehabilitacji, Edukacji i Opieki TPD "Helenów". W czerwcu miał bronić pracę licencjacką. W 2007 roku wspólnie z żoną kupili w Milanówku dom i tu się przeprowadzili. Tu poznali nowych przyjaciół. Jeden z nich Sebastian Widalski tak wspomina Jacka:
To nie jest takie czcze gadanie po śmierci, to był naprawdę wspaniały chłopak, skromny, szczery, otwarty. Szybko się ze wszystkimi zaprzyjaźniał, szczególnie z dziećmi, moja Julia za nim przepadała. Bardzo nam go będzie brakowało. Julia, sześcioletnia letnia córka Sebastiana przysłuchująca się naszej rozmowie wtrąca: mi też, mi też, i napisze pan jeszcze, że Jacek był czarodziejem, jak przychodził do nas to z ucha wyciągał mi lizaka. Bogusław Izydorczak, sąsiad, mieszkaniec Milanówka również zyskał w Jacku nowego przyjaciela. I to miał być przyjaciel na dłużej, bo jak wspomina: Jacek był z Krakowa, tutaj mieszkał dwa i pół roku, ale szybko się zaklimatyzował. Spędzaliśmy wspólnie święta, sylwestra... Kiedy kupił tutaj ten dom to swoje życie i przyszłość już związał z Milanówkiem. Poczuł bardzo to środowisko, utożsamiał się z nim. Postanowili z Krysią zostać tu na stałe. Dom, który kupili, to dom do remontu. Po zakupie zbierali siły i finanse, aby się do tego remontu przygotować, już w maju mieli zacząć, niestety nie zdążyli. - Ale będziemy to robić - wtrąca Sebastian. Krysia zdecydowała, że chce zostać tutaj, chce kontynuować to wspólne założenie, więc będziemy starali się ze wszystkich sił jej pomóc. Jacek Surówka, pseudonim “Płetwa” był świetnie wyszkolony, powiedział były
szef BOR generał Mirosław Gawor wspominając funkcjonariuszy, którzy zginęli w katastrofie prezydenckiego samolotu. Skakał ze spadochronem, nurkował, jeździł konno, na nartach. Znał trzy języki obce: angielski, niemiecki, hebrajski. Ciężko pracował, by znaleźć się wśród elity polskich funkcjonariuszy. Tu znalazł przyjaciół, ludzi, na których mógł zawsze liczyć. - Niewysoki, ale za to niezwykle silny. Do BOR dostał się dzięki niebywałej wytrwałości i ogromnej woli walki, jaka w nim tkwiła - wspomina Marek, kuzyn Jacka. - Mówił mi: nawet nie masz pojęcia, jakie tam są wielkie chłopy, cały czas próbuję za nimi nadążyć. Był pasjonatem swojej pracy. Ogromnie ją cenił i szanował. O pracy Jacka próbuję coś wyciągnąć od jego przyjaciół w Milanówku. Jak
wyglądała Jego praca w BOR, co o niej wam mówił? - Nic nam nie mówił, no bo nie mógł o niej mówić (odpowiada Bogdan). Miał zasady. Widzieliśmy go jednak przy prezydencie, na przykład w czasie transmisji obchodów 11. listopada. Prezydent Kaczyński był niski, Jacek też nie był wysoki, pasowali trochę, ale nie tylko. Jacek był wzorowym funkcjonariuszem, wysportowany, znający języki obce. No, ale praca w BOR nie trwa wiecznie. Za sześć lat teoretycznie
przysługiwała mu emerytura, myślał o dalszej przyszłości w zawodzie oraz pracy terapeuty dziecięcego. Chorąży Jacek Surówka pośmiertnie został podporucznikiem, otrzymał Srebrny
Krzyż Zasługi oraz Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski. Adam Matusiak |
ogromne wyrazy wspolczucia
Napisany przez: Alicja S () z 07-04-2011 21:44